O farbach kredowych- znowu!

kredowe (1)

Kilka słów o farbach kredowych, bo mam wrażenie, że zrobił się lekki galimatias. Z góry zaznaczam, że są to moje bardzo subiektywne wrażenia. Dobiegają mnie głosy, że farby kredowe są do niczego, źle się nimi pracuje, że są przereklamowane, o cenie nie wspomnę itd. Sama po pierwszych próbach byłam troszkę zniesmaczona. Ale teraz wiem, gdzie robiłam błąd. Spróbowałam sobie je jakoś usystematyzować. Podzieliłam je na trzy grupy pod względem właściwości:
Farby mineralne- Annie Sloan Chalk Paint, Autentico Vintage Chalk Point (różnią się oczywiście składem, ale dają podobne efekty)
Farby na bazie oleju lnianego- Byta-yta
Farby akrylowe- Americana Decor Chalky Finish
Nie powiedziałabym, że są lepsze i gorsze. Raczej, że są to zupełnie inne produkty i do odmiennych celów przeznaczone. Tak więc radzę nie wrzucać wszystkiego do jednego worka. Nie będę pisać o właściwościach każdej z farb, bo nie wszystkie jeszcze przetestowałam. Natomiast wiem, że niektórych efektów nie uzyskam danym rodzajem farby a innym tak. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy może sobie pozwolić na wypróbowanie wszystkiego. Są dość drogie. Niemniej jednak warto pytać sprzedawców, jakie właściwości ma dany rodzaj farby, jaką konsystencję, jakie trudności może sprawiać i do czego można jej używać? Jeśli coś jest przeznaczone do stylizacji mebli to niekoniecznie będzie się sprawdzać w decoupage. Jeśli ktoś do tej pory pracował tylko na farbach akrylowych, to może się zniechęcić, ponieważ farbami kredowymi zupełnie inaczej się pracuje. A cena- cóż, za jakość się niestety płaci. I ta zasada dotyczy nie tylko farb. Nie mam czasu ani chęci malować przedmiot pięć razy, skoro mogę raz, a efekt i tak jest lepszy.
Osobiście uważam, że do prac hobbystycznych i decoupage najlepsza jest Americana Decor Chalky Finish. Są to farby amerykańskie, opracowane specjalnie dla hobbystów. Powiedziałabym, że łączą w sobie właściwości akrylu i farby mineralnej. Pracuje się nimi zupełnie jak zwykłymi akrylami. Bardzo sympatyczna, lekka konsystencja nie sprawia żadnych problemów z nakładaniem. Jednak zapewnia doskonałe krycie i przyczepność. Brak konieczności gruntowania przedmiotu, to niewątpliwie spora oszczędność czasu i pieniędzy. W przypadku przedmiotów śliskich takich jak np. szkło, możliwe że trzeba nałożyć 2 warstwy. Bez problemów używam jej w decoupage. Tym bardziej, że w linii produktów Americana Decor można znaleźć także lakiery, woski i media. (ale o nich innym razem) Bardzo lubię matowe wykończenia, więc ta farba wpisuje się doskonale w moje oczekiwania. Ale jest również coś, co uważam za bardzo istotne- opakowanie. Nienawidzę puszek! I tu ogromny plus, czyli szeroki, plastikowy słoiczek. Zakręcam, odkręcam. To lubię. No i gama kolorystyczna, nie sposób nie wspomnieć- 29 kolorów. Zarówno dla tych, którzy lubią ciekawe pastelowe odcienie, jak i dla lubiących nieco żywsze klimaty.
Moje pierwsze wrażenie po użyciu farb i mediów Americana Decor- nareszcie ktoś stworzył linię produktów, wbijając się dokładnie w moje oczekiwania. I to z pewnością był ktoś, kto zajmuje się dekorowaniem i wiedział co chce osiągnąć. I nie mówię tego tylko dlatego, że akurat jestem związana z tą marką i mam ją w sprzedaży. Świetne produkty i tyle! Nie umniejszając innym farbom z grupy kredowych, które mają wiele zalet. Dla swoich projektów i potrzeb wybrałam Americanę.

kredowe (2)

kredowe (3)

Pudełko wykonane z użyciem farb i mediów Americana Decor oraz odlewów gipsowych i szablonów:
baza: Serene ADC18,
cieniowania: Heirloom ADC24, Everlasting ADC01,
zabezpieczenie: Wosk bezbarwny Creme Wax ADM01 z dodatkiem farby metalicznej Champagne Gold DA202

2 myśli nt. „O farbach kredowych- znowu!

  1. Bardzo Ci dziękuję za ten wpis. Ja również uważam, że fajnie jest używać rożnych farb dla osiągnięcia różnych efektów i nie ma sensu poszukiwanie „tej jedynej” nadającej się idealnie do wszystkiego. Co prawda farby Byta-yta nie zaliczyłabym do farb kredowych, a z farb nie wymienionych przez Ciebie a działających podobnie są jeszcze dostępne w Polsce farby kazeinowe (tzw. milk paints). Jedne i drugie dają ciekawe efekty, ale do decu bym ich nie polecała, no chyba że ktoś ma ochotę zrobić dekupażową wstawkę na wystylizowanych meblach 🙂

    • Dziękuję Aga za informację. Nie znam tych farb kazeinowych, chętnie poczytam o nich.A może kiedyś wypróbuję.