Mydło

Jakiś czas temu uczestniczyłam w małym sabaciku w stałym gronie od lat- Maria Sułkowska, Emilia Giblewska- Kryger i Kasia Izydorczyk. Moje ukochane psiapsiuły od rękodzieła. Emilia uczyła nas robić mydło i domowe kosmetyki. Tak, własnoręcznie i od podstaw. Zapierałam się strasznie, że to owszem fajne, ale nie dla mnie. O jakże się myliłam- nie sądziłam, że tak bardzo połknę bakcyla. Niby to tylko prosta reakcja chemiczna- połączenie trzech składników- a jednak dzieje się magia. I tak oto mam własne mydełko, z dodatkami, jakie sobie wymyślę i w kształcie, jaki sobie wymyślę. Świetna zabawa, często zaskakująca- w mydle efekt końcowy nie jest taki oczywisty, a żółty z niebieskim nie zawsze oznacza zielony…. Przez jakiś czas kuchnia zmieniła swoje przeznaczenie- w lodówce mydło, w piekarniku mydło, na stole, blacie i półkach oczywiście mydło. Istne szaleństwo. Do tego wszystkiego doszła jeszcze cała wiedza z tym związana, rozpoznawanie i zbieranie ziół, robienie maceratów, naparów, hydrolatów i dobieranie odpowiednich składników, co też mi się szalenie podoba. Nie wspominając o tym, że miałam wreszcie okazję wyciągnąć zestaw do robienia kwiatów z kremu, który przydał się do kwiatów z mydła… Tak to się zaczęło…

Potem były kule kąpielowe i pierwsze mydło kokosowe, które dzieciaki chciały zjeść…

W międzyczasie zrobiłam własne foremki silikonowe do mydła, na prawidłach z gipsu, również własnoręcznie wyrzeźbionych.

  

Potem poszły w ruch szpryce cukiernicze.

  

No i zioła, maceraty, hydrolaty….

Zabawa trwa….

  

  

 

 

Komentarze są wyłączone.